O pierścionku słów kilka - czyli co ma wspólnego naparstek z diamentem

Nie ma chyba małżeństwa, które nie wspomina z uśmiechem dnia swoich oświadczyn. Oglądamy je w social mediach, czytamy o nich w książkach… Jednak kto w ogóle wpadł na pomysł klękania z pierścionkiem?

Czytaj dalej

nauki humanistyczne

o co chodzi?

Kolacja we dwoje, blask świec i romantyczna muzyka cicho grająca w tle. Nagle on klęka i z kieszeni marynarki wyciąga małe otwarte pudełeczko z błyszczącym pierścionkiem w środku. Ona zakrywa usta z oniemienia, a on zadaje to wyjątkowe pytanie: „Czy wyjdziesz za mnie?”. 

Wiele zakochanych par marzy o tak niezwykłej chwili w tej lub nieco innej formie. Ten wzruszający i szczęśliwy moment to niezapomniane przeżycie – nic więc dziwnego, że umieszcza się go w tylu filmach czy książkach, od których kręci się łezka w oku. Oświadczyny już na dobre wpisały się w naszą kulturę, czy jednak zastanawialiście się kiedyś, skąd w ogóle wziął się zwyczaj dawania pierścionka? Czy w każdym kraju nosi się go tak samo? I dlaczego prawie zawsze umieszcza się w nim diament?

Związki starożytnych

Historia wręczania pierścionka zaręczynowego sięga swoimi korzeniami aż do czasów antycznych. Istnieją co prawda podręczniki dla nowożeńców opisujące romantyczne zwyczaje neandertalczyków, którzy mieli rzekomo wiązać na nadgarstkach swoich wybranek bransoletki z gałązek i traw jako symbol ich oddania i miłości… Jednak jakkolwiek pięknie to brzmi, raczej wątpliwe jest, by jakiekolwiek ślady czy pozostałości takich podarunków przetrwały do naszych czasów. Nawet jeśli udałoby się je odnaleźć, nie mielibyśmy pewności, czy na pewno pełniły tak wzniosłą funkcję. 

Wielu badaczy przypisuje wynalezienie zaręczynowego pierścionka Egipcjanom, którzy mieli wręczać go wybrance swojego serca. Okrąg był dla nich symbolem wieczności, stąd podarek w postaci pierścionka miał zapewnić trwałość uczuciom łączącym zakochaną parę. Egipcjanie nie ograniczali się, jeśli chodzi o wykorzystanie materiałów do jego wykonania. Używali prostego, nieozdobionego drucika, konopi, skóry, a także kości słoniowej – każdy znalazł coś dla siebie. 

Między historykami nie ma zgody co do tego, kto zapoczątkował noszenie pierścionka na czwartym palcu lewej dłoni. Jedni przypisują to Egipcjanom, inni z kolei Grekom, którzy mieli zapożyczyć ten zwyczaj od tych pierwszych. Według kolejnej teorii zwyczaj ten powstał na bazie mitu popularnego także wśród Rzymian. Głosił on, iż to właśnie od czwartego palca lewej dłoni biegnie żyła przewodząca krew bezpośrednio do serca. Miała ona nawet swoją nazwę – vena amoris. Mimo iż obecnie nic nie wspiera tej teorii, zwyczaj upowszechnił się i w większości krajów obowiązuje po dziś dzień. 

Według niektórych badaczy pierścionki wcale nie były wręczane jako prezent zaręczynowy. Zamiast symbolu miłosnego zobowiązania, miały one stanowić część ,,ceny’’ takiej panny młodej, jednak w tej kwestii także nie ma powszechnej zgody. Wiadomo natomiast, że starożytne Rzymianki mogły się pochwalić nawet dwoma pierścionkami od swoich ukochanych – jednym żelaznym, do noszenia ,,po domu’’, i drugim złotym, do wyjścia ,,na miasto’’. Dzięki temu nie musiały obawiać się, że uszkodzą swój prezent w trakcie domowych obowiązków i bez obaw będą mogły pochwalić się nim na specjalnych okazjach. Jak widać, już w starożytności Rzymianie podchodzili do sprawy bardzo praktycznie ?

Średniowiecze, Kościół i pieniądze

Wraz z nadejściem średniowiecza i wzrastająca dominacją chrześcijaństwa przyszły także pewne zmiany związane z zaręczynami. Mimo iż pierwsze wzmianki o tym zwyczaju pojawiają się już w Starym Testamencie, nie był on tak powszechny aż do czasów papieża Innocentego III. To właśnie ten duchowny wydał w XIII w. dekret, na mocy którego między zaręczynami a ślubem musiał nastąpić okres narzeczeństwa, pozwalający przyszłym małżonkom nieco lepiej się poznać. 

Pierścionki zaręczynowe miały być symbolem tego okresu przygotowań do sakramentu. Od tej pory nie oznaczały już one tylko zaślubin duchownego z Kościołem, a zaczęły pełnić także funkcje obietnicy małżeństwa dwójki zakochanych. Pierścionek na palcu młodej damy stał się również sygnałem dla okolicznych kawalerów, iż ta panna jest już zajęta. 

W średniowieczu popularny stał się motyw zdobienia tej biżuterii na kształt złączonych ze sobą dłoni. Nazywano je pierścionkami fede, od włoskich słów „mani in fede” oznaczających „ręce złożone do modlitwy’’. Dość często wysadzano je także szafirami, wierzono bowiem, iż klejnoty te zmieniają swój kolor, jeśli noszone są przez osoby o nieszczerych intencjach. Mężczyźni wracający z wypraw krzyżowych oceniali w ten sposób, czy dama ich serca dochowała im wierności. 

Z czasem taką biżuterię zaczęto ozdabiać także innymi kamieniami szlachetnymi lub grawerunkami wybranych wierszy i cytatów. Jednak dopiero w 1477 r. po raz pierwszy miały miejsce oświadczyny z tak dobrze nam znanym pierścionkiem z diamentem. To właśnie wtedy arcyksiążę Maksymilian I zaręczył się z Marią Burgundzką na dworze cesarskim w Wiedniu. Otrzymany od władcy pierścionek ozdobiony był literą „M” wykonaną z niewielkich brylancików. 

Oczywiście – jak to i obecnie bywa – gdy tak znane osoby wprowadziły nowy zwyczaj, szybko stał się on modny wśród zamożniejszych klas społecznych. Zwykłe złote pierścionki zaczęto zastępować tymi wysadzanymi tak rzadkim kamieniem. Wręczenie zaręczynowego podarku było demonstracją nie tylko uczucia łączącego daną parę, ale także oznaką wielkości posiadanego majątku. Mimo popularności i zachwytu nad diamentem nadal tylko niewielu decydowało się na jego wybór – ze względu na jego rzadkość, a w związku z tym ogromną cenę, mało kto mógł sprezentować wybrance tak drogi podarek. 

Rozkwit zaręczyn

W kolejnych latach wzrósł zachwyt nad samymi zaręczynami, czego najlepszym dowodem jest pochodząca z tego okresu literatura pełna wzruszających scen i opowieści. Popularne stawały się także coraz to nowe symbole oznaczające miłość – od znanych nam kwiatów i serc, aż po węże mające symbolizować wieczność gorącego uczucia. 

Za czasów nowożytnych rozpowszechnił się w Polsce zwyczaj zwany zrękowinami. Była to uroczystość zapowiadająca zaślubiny młodej pary, na której byli obecni wszyscy ich bliscy. Przyszłemu małżeństwu związywano wtedy ręce nad bochnem chleba jako życzenie dostatku, płodności oraz pomyślności. Młodzi przyjmowali następnie błogosławieństwo od obojga rodziców, a uroczystość kończyła się wielką biesiadą. To właśnie podczas zrękowin przyszły pan młody prezentował swojej wybrance pierścionek. Jeśli jednak propozycja zaręczyn spotkała się z odmową, starającemu się o rękę podawano znaną z Pana Tadeusza czarną polewkę, czyli tradycyjną zupę rosołową z dodatkiem świeżej kaczej krwi.

Kryształ idealny 

Aż do XX w. mało kto mógł sobie pozwolić na zakup diamentów. Roczne wydobycie tego brylantu nie przekraczało z reguły kilku kilogramów, co miało swoje odzwierciedlenie w jego niebotycznej cenie. Jednak w 1870 r. odkryto w Afryce pokaźne złoża tego minerału. Diamenty stały się bardziej dostępne, a w mediach zaczęły pojawiać się kampanie reklamowe firmy De Beers zajmującej się ich wydobyciem i sprzedażą. To właśnie z tą firmą związany jest znany slogan „A Diamond is Forever”. O tym, jak skuteczna była to reklama, nie trzeba długo przekonywać. 

W samych Stanach Zjednoczonych sprzedaż tych klejnotów przeznaczonych do pierścionków zaręczynowych wzrosła aż trzykrotnie! Kampania marketingowa De Beers przeniknęła do ówczesnej kultury, przekonując amerykańskie kobiety, że od swojego narzeczonego powinny otrzymać pierścionek z diamentem. W dodatku, by pokazać, ile warta jest jego miłość do wybranki serca, miał za niego zapłacić co najmniej swoją dwumiesięczną pensję. 

Późniejsze reklamy tej firmy przedstawiały brylanty jako swego rodzaju rodzinną pamiątkę, którą należało pielęgnować i przekazywać z pokolenia na pokolenie. W ten sposób De Beers praktycznie zmonopolizował rynek. Bez ludzi sprzedających swoje kryształowe pierścionki z powrotem do jubilerów czy handlarzy, popyt na nowe klejnoty nieustannie rósł. 

Na przestrzeni lat diamenty niemal na dobre stały się nieodzowną częścią zaręczyn. Pod koniec XX w. prawie 80% zaręczynowych pierścionków było ozdobionych właśnie tym minerałem. W porównaniu do zaledwie 10% sprzed czasów II wojny światowej był to ogromny wzrost. 

Do sławy pierścionków z brylantem przyczyniły się jeszcze dwa inne czynniki działające mniej więcej w tym samym czasie. Jednym z nich było wypuszczenie przez markę Tiffany&Co najsłynniejszego modelu tej biżuterii: The Tiffany Setting, z diamentem osadzonym w gnieździe z 6 zębami. 

Drugim było prawdopodobnie zniesienie w Stanach Zjednoczonych tak zwanego prawa „złamania obietnicy”. Uprawniało ono kobietę do pozwania o odszkodowanie narzeczonego, jeśli ten zerwał zaręczyny. Bez tego prawa drogi pierścionek zaręczynowy stał się niejako nowym zabezpieczeniem finansowym na wypadek przerwania związku. 

Co ciekawe, mniej więcej w tym samym czasie w zamkniętych, religijnych społecznościach Stanów Zjednoczonych popularny był dość nietypowy zwyczaj. Młody dżentelmen wręczał swej wybrance na znak wiecznej miłości… naparstek. Obdarowane panny mogły następnie usunąć jego górną część, tworząc w ten sposób coś na kształt pierścionka.

Kulturowe tradycje

A jak to jest ze zwyczajem noszenia pierścionka zaręczynowego obecnie? Cóż, co kraj, to obyczaj. Większość mieszkanek Europy, a także Afryki, Kanady i Stanów Zjednoczonych nosi pierścionek zaręczynowy na lewej dłoni. Zwyczaj ten łączy się ze wspomnianym już antycznym mitem o vena amoris lub kojarzeniem lewej strony z sercem. 

We Francji tradycyjnie przekazuje się pierścionek z pokolenia na pokolenie, natomiast na Węgrzech taki podarek jest raczej rzadkością. Zamiast niego narzeczona otrzymuje obrączkę, którą w dniu ślubu przekłada z lewej dłoni na prawą. Podobnie jest w krajach skandynawskich, tyle że tam mężczyźni w trakcie zaślubin dokładają do pierwszej obrączki drugą, identyczną z poprzednią. 

W niektórych częściach Indii częściej spotkać można pierścionki zaręczynowe nie na dłoniach, a na palcach stóp. Kryje się za tym przekonanie, iż noszenie go w ten sposób odpowiednio naciska na nerwy, w efekcie pobudzając układ rozrodczy. Oczywiście dowodów na to nie ma, ale zwyczaj zdążył już zapuścić korzenie. 

W krajach, gdzie pierścionki zaręczynowe i obrączki nosi się na prawej dłoni, wybór ten wiąże się z reguły z kwestiami religijnymi. Po łacinie słowo sinister oznaczające lewą stronę kojarzono z siłami nieczystymi, unikano więc noszenia tak cennego podarku na tej części ciała. 

W Polsce natomiast zwyczaj ten ukształtował się nieco inaczej. Przed powstaniem styczniowym obrączki noszono na lewej dłoni tak jak w większości krajów Europy. Na prawej nosiły go jedynie wdowy. Jednak na znak żałoby po klęsce Polaków w 1864 roku mężatki zaczęły przekładać obrączki z lewej dłoni na prawą. I tak też zostało do dziś – pierścionek zaręczynowy w dniu ślubu przenosimy z reguły na lewą dłoń. 

Obecnie zwyczaje dotyczące pierścionków i ich noszenia ulegają zmianie, przez co nie są już tak sztywno przestrzegane jak kiedyś. W krajach, gdzie nie były one obecne, teraz stają się modne. Tam, gdzie nosiło się go na lewej dłoni, teraz nosi się na prawej lub po prostu nie poświęca się temu większej uwagi i wybiera tę stronę, która jest najwygodniejsza. 

Odchodzi się także od tak uwielbianego modelu z diamentem w roli głównej na rzecz bardziej oryginalnych i wyjątkowych projektów. Na rynku pojawiają się przeznaczone dla mężczyzn mangagement rings czy młodsze rodzeństwo tej biżuterii, tzw. pierścionki przedzaręczynowe. Nowością jest również możliwość podarowania takiej biżuterii z brylantem zrobionym z… prochów bliskiej osoby. 

Diamenty to nic innego jak atomy węgla połączone ze sobą w krystaliczną strukturę, która powstaje pod wpływem ekstremalnego ciśnienia i temperatur panujących głęboko pod ziemią. Naukowcy opracowali sposób, który pozwala w większym lub mniejszym stopniu odwzorować te warunki w laboratorium, umożliwiając tym samym tworzenie syntetycznych brylantów. 

Potrzeba było tylko nieco czasu, aż jakiś pomysłowy przedsiębiorca połączył tę technologię z wiedzą, iż ciało człowieka także składa się w kilkunastu procentach z węgla. Stąd gdy ulegnie ono kremacji, pierwiastek ten nadal obecny jest pozostałych prochach i może być wykorzystany do tworzenia diamentu. Firmy oferujące tę usługę reklamują ją jako sposób na zatrzymanie utraconych bliskich na zawsze przy sobie. Jednak pomysł podarowania drugiej połówce pierścionka z diamentem zrobionym z jej babci budzi wiele kontrowersji. 

A dla wciąż głodnych wiedzy…

Na koniec odpowiedzmy sobie jeszcze na dwa pytania. Skąd wziął się zwyczaj klękania przy oświadczynach? Gest ten ma swoje początki w chrześcijaństwie, gdzie klęknięcie oznaczało oddawanie czci – zarówno Bogu, jak i partnerce. Natomiast nieco później, w średniowieczu, rycerze składali przysięgę wierności swojemu królowi, także klękając na jedno kolano. Z czasem tradycja ta przyjęła się i stąd tak często kultywuje się ją po dziś dzień.

A czy jest różnica między zaręczynami a oświadczynami?

Obecnie słowa te używa się niemal zamiennie, jednak dawniej oznaczały one coś zupełnie innego. Oświadczyny były momentem, w którym mężczyzna składał propozycję małżeństwa, deklarując tym samym swoją chęć i gotowość do stworzenia poważnego związku. 

W pierwszej kolejności musiał on odwiedzić rodziców swej wybranki i zapytać ich o oficjalną zgodę na małżeństwo. Gdy ją otrzymał, oświadczał się ukochanej. To także w czasie oświadczyn uzgadniano wszelkie kwestie majątkowe. 

Dopiero później planowano zaręczyny, czyli przyjęcie, podczas którego świętowano wejście w stan narzeczeński dwojga zakochanych. Nie była to zwyczajna ceremonia. Zerwanie zaręczyn nierzadko wiązało się ze społecznym skandalem lub kompromitacją rodziny. Podsumowując: oświadczyny poprzedzały zaręczyny.

I żyli długo i szczęśliwie…

O pierścionkach zaręczynowych można by mówić całymi dniami, poruszając kwestie ich kolorów, kształtów, związanych z nimi tradycji, różnic kulturowych – aż po zaskakujące pomysły ich wykonania i wykorzystanie w tym celu nowych technologii. Długa historia oświadczyn pokazuje, jak ważną rolę odgrywają pierścionki w życiu zakochanych w sobie par. O ile sama forma zwyczaju wręczania pierścionka ulegała na przestrzeni lat wielokrotnym zmianom, tak jego wyjątkowe znaczenie pozostaje niezmiennie wyjątkowe – niezależnie od czasu i miejsca. Nawet jeśli czasem odchodzi się od wręczania tradycyjnych pierścionków zaręczynowych, jest oczywiste, że zwyczaj ten mocno zakorzenił się w naszej kulturze i raczej szybko z niej nie zniknie ?

Opublikowano w dziale nauki humanistyczne dnia 21 sty 2022

Podobał Ci się ten artykuł?
Żródła
  1. Abraham W., „Forma zawarcia zaręczyn i małżeństwa w najnowszem ustawodawstwie kościelnem”, Lwów 1913

  2. Brining, M. F. "Rings and promises"  Journal of Law, Economics, and Organization 203 (1990)

  3. G. F. Kunz ‚Rings for the finger’, J. B. Lippincott Company, 1917

  4. Sullivan, J. Courtney "How Americans Learned to Love Diamonds". The New York Times. ISSN 0362-4331

  5. Hesse, Rayner W.  ,Jewelrymaking Through History: An Encyclopedia’’. Greenwood Publishing Group. ISBN 978-0-313-33507-5.

  6. Philiips C.  ‘Jewelry from Antiquity to the Present’, Thames&Hudson world of art, 1996

  7. Volandes S. , 'Jewels That Made History: 101 Stones, Myths, and Legends', Rizzoli, 2020

www.gia.edu/gia-news-research-engagement-rings-through-ages dostęp na: 28.10.2021


Zdjęcie: By Juliescribbles - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=108765402