Trujące przepiórki, czyli rzecz o toksycznych ptakach

Trujące zwierzęta zazwyczaj kojarzą się z gadami, płazami lub owadami. Okazuje się jednak, że na świecie występuje co najmniej kilka gatunków ptaków, których spożycie może źle się skończyć dla tego, kto tego spróbuje. Wbrew przypuszczeniom, nie występują one tylko w tropikach, ale można je spotkać również w Polsce.

Czytaj dalej

nauki przyrodnicze

o co chodzi?

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o tym, że na świecie żyją ptaki, które są trujące, pomyślałem „niemożliwe”. A jednak! Co zadziwiające, pierwsze pisemne wzmianki na ten tematy pojawiają się w Starym Testamencie, a dotyczyły zatrucia… przepiórkami! Tak, dobrze przeczytaliście, przepiórkami:

„Podniósł się wiatr zesłany przez Pana i przyniósł od morza przepiórki, i zrzucił na obóz z obu jego stron na dzień drogi, i pokryły ziemię na dwa łokcie wysoko. Ludzie byli na nogach przez cały dzień, przez noc i następny dzień, i zbierali przepiórki. Kto mało zebrał, przyniósł najmniej dziesięć chomerów (biblijna miara objętości ciał sypkich i płynów, równa około 393 lub 230 l. Stosowana również jako jednostka pola powierzchni, którą można obsiać 1 chomer ziarna (ok. 2,4 ha)). I rozłożyli je wokół obozu. Mięso jeszcze było między ich zębami, jeszcze nie przeżute, gdy już zapalił się gniew Pana przeciw ludowi i uderzył go Pan wielką plagą. Dlatego też nazwano to miejsce Kibrot-Hattaawa, bo tam pochowano ludzi, których opanowało pożądanie” (Księga Liczb 11, 31–35).

Rozpad mięśni po zjedzeniu przepiórki

Koturnizm (od nazwy łacińskiej tego gatunku Coturnix coturnix), czyli zatrucie wywołane spożyciem mięsa przepiórki, objawia się w postaci rabdomiolizy, czyli rozpadu mięśni poprzecznie prążkowanych, co w dużym skrócie może prowadzić do ostrej niewydolności nerek i śmierci. Ten zespół toksykologiczny pojawia się tylko w przypadku spożycia europejskiego nominatywnego podgatunku przepiórek, który jest wędrowny (Coturnix coturnix coturnix). 

Ciekawe jest to, że zdarza się wyłącznie w okresie jesiennej migracji (gdy ptaki lecą z północy na południe), ale nie wiosennej, głównie na wiejskich obszarach śródziemnomorskich Algierii, Francji, Grecji, Włoch i Hiszpanii. Na przykład w Grecji koturnizm odnotowywany jest głównie na wyspie Lesbos, która jest miejscem odpoczynku przepiórek. Podgatunki, afrykański (Coturnix corturnix africana) i azjatycki (Coturnix coturnix japonica), nie są uważane za toksyczne. Może gdyby więcej ptaków posiadało taką cechę, nie byłyby celem kłusowników, którzy czyhają na nie na całej trasie ich przelotów. A tak każdego roku miliony ich giną w męczarniach zaplątane w sieci czy pułapki lepowe. W imię wątpliwej tradycji i doznań kulinarnych.

Być może to dieta

Już w czasach średniowiecza sugerowano, że za toksyczność przepiórek odpowiada ich dieta. Dotychczas wskazywano, że może za tym stać kilka gatunków roślin trujących, a dokładnie ich nasiona, jak szczwół plamisty (Conium maculatum), lulek czarny (Hyoscamus niger), psianka czarna (Solanum nigrum) i kropidło szafranowe (Oenanthe crocata), gdyż objawy po ich spożyciu były bardzo podobne do tych obserwowanych po zjedzeniu tych drobnych ptaków. Przepiórki najprawdopodobniej mogą wchłaniać i gromadzić zawarte w nich trucizny – takie jak solanina, koniina czy hioscyjamina – do dziś jednak nie udało się rozstrzygnąć tej intrygującej zagadki. 

Ale coś jest na rzeczy, że mogą to być właśnie nasiona. Właściwości trujące przepiórek pojawiają się tylko jesienią, a to jest właśnie czas ich obfitości. Drugi trop, na jaki natrafiłem, to informacja zawarta w książce wybitnego polskiego ornitologa Władysława Taczanowskiego Ptaki krajowe (1882). Naukowiec o tych ptakach pisze tak: „Mięso przepiórek jest bardzo delikatne i smaczne, a szczególnie gdy się pod jesień spasą; tak częstokroć tyją, że całe ich ciało powleczone bywa gruba warstwą tłuszczu i prawie podwaja się ich waga; w takim to stanie puszczają się w podróż”. 

Brakuje w tym opisie przestrogi o niebezpieczeństwie, jakie niesie spożycie przepiórki jesienią. W związku z tym proces nabierania toksyczności musi odbywać się gdzieś po drodze, w czasie ich wędrówki, tak że gdy dotrą do krajów śródziemnomorskich, stają się potencjalnie niebezpieczne dla ludzi pragnących zakosztować ich mięsa. Dobrze, że w Polsce od wielu lat są pod ochroną i nie można na nie polować. 

Toksyczność dla wybranych

Nie każdy człowiek choruje po zjedzeniu takiej jesiennej przepiórki. Nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje, ale okazuje się, że tylko niektórzy są podatni na działanie zawartych w niej toksycznych związków, a ma to prawdopodobnie podłoże genetyczne (biedni Izraelici, którzy zmarli po ich spożyciu i zostali uznani za grzesznych). Nie warto jednak ryzykować, tym bardziej że na podstawie takich przesłanek jak zapach lub smak nie można stwierdzić, czy dana przepiórka jest toksyczna czy nie, a gotowanie tej toksyczności nie usuwa. Dobra wiadomość dla przepiórek!

Spóźnieni naukowcy

Mieszkańcy Nowej Gwinei znali toksyczne ptaki jeszcze wcześniej, bo już ponad 40 tysięcy lat temu. Dlatego zaskakujące jest, że pierwszy naukowo udokumentowany przypadek trującego ptaka trafił na łamy najbardziej prestiżowego magazynu naukowego, czyli „Science”, dopiero w 1992 roku. Przedstawił go nauce John Dumbacher, który akurat prowadził tam badania (Papuasi mieli raczej inne sprawy na głowie niż pisanie rozpraw naukowych). W czasie próby uwolnienia z sieci ornitologicznej fletowca kapturowego (Pitohui dichrous), ten dziobnął go w palec, powodując ranę. 

Młody naukowiec z przerażeniem odkrył, że gdy włożył sobie palec do ust, aby zmniejszyć krwawienie, jego wargi i język zdrętwiały. Na tym odkryciu Dumbacher zbudował całą swoją naukową karierę, stając się światowym ekspertem od trujących ptaków, a jego pierwszy artykuł należy do najlepiej cytowanych w jego dorobku (ważna rzecz dla każdego naukowca). A fletowiec? Trafił na listę rekordów Guinnessa jako najbardziej trujący ptak na świecie. 

Trucizna silniejsza od strychniny

Ptak ten oraz trzy inne z rodzaju Pitohui, a także modrogłówka (Ifrita kowaldi) – wszystkie z Nowej Gwinei – posiadają trucizny z rodziny batrachotoksyn (BTX), te same, które występują u płazów (drzewołazów) zamieszkujących lasy deszczowe Ameryki Środkowej i Południowej. Substancje te są dwieście pięćdziesiąt razy silniejsze od strychniny. Ich spożycie powoduje zaburzenie rytmu serca (arytmię), drgawki, silne skurcze mięśni, dławienie się, duszność, a nawet zatrzymanie akcji serca. 

Rdzenni mieszkańcy Nowej Gwinei od dawna wykorzystują te właściwości do zatruwania swoich strzał, aby skuteczniej polować lub walczyć. Ale trucizny w ptasiej skórze i piórach są znacznie łagodniejsze, gdyż ich stężenie jest trzykrotnie niższe niż u drzewołazów. Dlatego można je jeść, ale nawet Papuasi robią to rzadko i tylko jeśli przyciśnie ich głód. 

Mało tego, uważają, że fletowce można zjeść dopiero po okresie żałoby po zabitym ptaku. Mówiąc prościej, czekają aż mięso skruszeje, żeby nadawało się do zjedzenia. Najpierw usuwają skórę i pióra, potem tuszka pokrywana jest węglem drzewnym, a następnie pieczona. Jednak nawet wtedy mięso ma bardzo nieprzyjemny zapach, z tego względu wszystkie trujące ptaki określane są przez mieszkańców Nowej Gwinei „śmieciowymi”. 

Interesujący jest fakt, że nie wiadomo, w jaki sposób same fletowce i modrogłówki radzą sobie z toksycznym działaniem BTX, ponieważ toksyny te znajdują się również w ich sercu i mięśniach szkieletowych. 

Wiemy, że nic nie wiemy?

Od czasu opisania pierwszego przypadku toksycznego ptaka nasza wiedza w tym temacie nie za wiele się rozwinęła. Podobnie jest zresztą z toksycznością ssaków (tak też są trujące, jak chociażby futro grzywaka afrykańskiego Lophiomys imhausi, takiego myszoskoczka). Ale naukowcy sugerują, że zjawisko to może być powszechniejsze, niż się obecnie uważa. Wiem, to nie jest palący temat w czasach, gdy bioróżnorodność ginie na naszych oczach, ale zaskoczył mnie ten fakt, gdyż w mojej opinii jest arcyciekawy!

Wyjaśnienia wymaga jeszcze to, jakie zwierzęta uważane są za trujące. Otóż to takie, które same wytwarzają toksyczne związki lub pobierają je ze środowiska, przechowują i gromadzą w swoim ciele oraz wykorzystują je w sposób pasywny (bierny). Jak zapewne się domyślacie, związki te nazywamy truciznami. 

Trujące ptaki same z siebie nie są zdolne do produkcji toksyn, ale pobierają je z pokarmem, najczęściej z roślin lub innych zwierząt i kumulują je w swoich tkankach, zwykle piórach i skórze. Jako ptaki trujące zidentyfikowano dotychczas co najmniej osiem gatunków, sześć innych uważa się za potencjalnie trujące, a kolejne dziewięćdziesiąt pięć za niesmaczne (np. wilga, perkoz dwuczuby, sroka) lub cuchnące (np. dudek, dzięcioł zielony, dzięcioł duży). 

No dobrze, ale dlaczego właściwie niektóre ptaki są trujące?

Hipotezy są dwie i obie mają dość mocne podstawy, a nawet się nie wykluczają. Po pierwsze może chodzić o ochronę przed pasożytami zewnętrznymi, głównie wszami (Phthiraptera), co udowodniono w przypadku fletowców. Po drugie obecność toksyn w ich organizmach może mieć wpływ na zmniejszenie drapieżnictwa, gdyż wykazano, że trujące ptaki działają odstraszająco na węże, nadrzewne torbacze, ptaki drapieżne i oczywiście ludzkich łowców. Niektórzy naukowcy spekulują nawet, że trucizna zawarta w piórach na brzuchu (u fletowców faktycznie występuje tam w największym stężeniu) może być wcierana w jaja, które akurat wysiadują w gnieździe, co ma pomóc je chronić przed drapieżnikami. 

Dodam jeszcze jedną rzecz od siebie: skoro chroni przed pasożytami na skórze i piórach, to dlaczego nie miałby także ograniczać ich liczebność w gnieździe i w ten sposób zabezpieczać przed nimi młodego potomstwa? Nie od dziś wiadomo, że pasożyty mogą dość mocno osłabiać pisklęta (zazwyczaj pijąc ich krew), wpływając na ich kondycję i przeżywalność. Aspekt toksyczności w przypadku przepiórek ma najprawdopodobniej trochę inny kontekst ewolucyjny. Korzyść, jaką uzyskują te ptaki, polega najprawdopodobniej na umiejętności wykorzystywania dodatkowego źródła pożywienia, które na skutek swoich toksycznych właściwości staje się niedostępne dla innych. 

Na zakończenie dodam, że żałuję, że kury nie wyewoluowały takich zdolności jak przepiórki, ponieważ wówczas nie zostałyby udomowione przez człowieka i nie spotkałby je ten los, którego doświadczają dziś – życia w przemysłowych hodowlach. Ponad 25 miliardów kur cierpi tylko dlatego, że kiedyś ich mięso okazało się smaczne (i nietrujące), a one same łatwe do hodowli.

Opublikowano w dziale nauki przyrodnicze dnia 08 gru 2021

Podobał Ci się ten artykuł?
Żródła

Bartram, S., Boland, W. (2001) Chemistry and Ecology of Toxic Birds. ChemBioChem, 2, 809. 

Dumbacher, J.P., Pruett-Jones, S. (1996) Avian Chemical Defense [w:] Nolan, V., Ketterson E.D. (red.) Current Ornithology, vol 13. Springer, Boston, MA.

Dumbacher, J.P., Beehler, B.M., Spande, T.F., Garraffo, H.M., Daly, J.W., (1992) Homobatrachotoxin in the genus Pitohui: chemical defense in birds? Science 258, 799–801.

Ligabue-Braun, R., Carlini, C.R. (2015) Poisonous birds: A timely review. Toxicon, 99, 102–108.

Taczanowski, W. (1882) Ptaki krajowe. Tom II. Wydanie Akademii Umiejętności w Krakowie


Zdjęcie: Alfred William Strutt - The Game Birds of India, Burmah and Ceylon, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10555054